Warto w końcu wystartować, pokazać, zaprezentować. Nie bez obawy o krytykę, czy ośmieszenie ... z nadzieją na pochwały i uznanie.
To co robię po godzinach, co kocham robić, co daje odskocznie od codzienności, pracy, obowiązków nie zawsze przyjemnych... tworzenie biżuterii.
Zaczęłam dawno, nieśmiało, prosto ... Ale zaskoczyło - zaczęło brakować wyginania drucików, przycinania linek jubilerskich, zamawiania kolejnych kuleczek.
Początki to bigiel, drucik, koralik i okrągłe szczypce. Potem pojawiły się druty z pamięcią, rzemyki, kamienie syntetyczne i naturalne, kryształy.
A teraz wsiąkłam zupełnie. Teraz moja głowę i ręce zajmują maleńkie, drobniutkie i niesamowicie kolorowe koraliczki. I nie mam dość. Najdziwniejsze, ze najlepsze prace powstają bez planów, bez projektów - ot, tak jak serce dyktuje. Mam nadzieje ze będzie dyktować jak najdłużej.
Zapraszam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz